|
W niewyjaśnionych okolicznościach zniknął warty ok. 200 tys. zł koń, który wygrywał gonitwy w Polsce i Czechach. Przy okazji dochodzenia przed policjantami odkrywa się szara strefa interesów na Służewcu pisze Gazeta Wyborcza.
Mirage jest pięcioletnim koniem rasy małopolskiej. Jako jedyny z prywatnej hodowli w Polsce wygrał derby we Wrocławiu, najważniejsze w Polsce dla koni półkrwi. Nie miał w nich równych sobie. Został sprzedany za 90 tys. zł, ale po zwycięstwie w Wielkiej Pardubickiej w Czechach jego cena skoczyła ponaddwukrotnie. Swoich sił próbował też na Służewcu, ale jego karierę przerwała drobna kontuzja, której nabawił się w wyścigu w Merano we Włoszech. Koń miał zregenerować siły pod okiem Sergieja Zadgorobnego, uznanego w Polsce trenera koni działającego przy warszawskim torze. Zniknął stąd jednak 22 grudnia. Opiekunka konia, jego była właścicielka Małgorzata Harms, złożyła doniesienie na policję. - Na razie zeznania świadków wzajemnie się wykluczają. Śledztwo jest w toku - powiedziała "Gazecie" Izabela Parys, oficer prasowy komendy na Ursynowie, która prowadzi śledztwo. Na razie wiadomo tylko, że ostatnio konia widziano 22 grudnia w stajni Zadgorobnego. On sam powiedział policji, że nikt mu nie płacił za opiekę nad wierzchowcem. Dlatego wypuścił go na padok z kartką, na której był numer telefonu do Małgorzaty Harms. - To nieprawda. 10 grudnia sam zawiozłem mu pieniądze. Nic nie mówił, że to za mało czy że ustalenia były inne - mówi pan Andrzej P., obecny właściciel Mirage. Tymczasem policjanci sprawdzają, czy koń nie trafił do transportu koni do Kazachstanu, który wyruszył ze Służewca właśnie 22 grudnia. Przy okazji okazało się, że firmy związane z wyścigami koni wykonują prace na czarno i że jest to na Służewcu normalna praktyka. - Niestety, nie podpisałam z Zadgorobnym żadnej umowy. On sobie tego nie życzył - przyznaje pani Harms. - Na Służewcu po prostu panują takie zasady, że wszystko robi się bez faktur ani dokumentów. Zupełnie inaczej jest w innych miastach. Dla mnie to wszystko jest dziwne. Nie rozumiem, w jaki sposób takie duże zwierzę mogło tak po prostu zniknąć z zamkniętego terenu. A podobno to nie pierwszy taki przypadek - denerwuje się obecny właściciel konia. Ten wątek także zainteresował policję. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że Zadgorobny zlikwidował już swoją stajnię w Warszawie i przenosi się na Litwę. Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna Fot. Archiwum właściciela |