List Prezes Stadniny Koni Moszna do tygodnika PASSA poruszający problematykę wyścigów konnych w Polsce.
Pan Tadeusz Porębski Szanowny Panie, Zawarte w tygodniku Passa artykuły dotyczące wyścigów przeczytałam z ogromnym zainteresowaniem. Relacje z dni wyścigowych, z uwagi na szczegółowość opisu i doskonałą znajomość tematyki przez osobę piszącą, były dla mnie cennym źródłem wiedzy o tym, co dzieje się dzisiaj na Służewcu, z którym od pewnego czasu mam słaby kontakt. Jednak największą niespodziankę sprawiła mi prowadzona na łamach Passy dyskusja na temat sytuacji Służewca, w tym przede wszystkim rewelacyjny komentarz „Prawda w oczy - czyli w co gra się na torach?” w numerze 21 z 29 maja 2008 roku, oraz artykuł „Chyba świat się kończy” z numeru 28 z 17 lipca. Muszę przyznać że w pełni podzielam Pana poglądy i cieszę się, że w sprawie torów na Służewcu wreszcie widać jakieś konkretne kroki oraz długoletnią strategię działania. To, co od paru lat działo się z polskimi wyścigami, było dla mnie zupełnie niezrozumiałe i bulwersujące. W pewnym momencie (kwiecień 2006) korzystając z, nazwijmy to, „znajomości” próbowałam interweniować w ministerstwach skarbu oraz rolnictwa (...). W rozmowach z wysokimi urzędnikami tych resortów uderzyła mnie totalna ignorancja, absolutny brak wiedzy na temat sposobu funkcjonowania torów i zupełny brak zainteresowania podjęciem jakichkolwiek działań. Mało budująca była również postawa samych zainteresowanych, to jest zarządów innych stadnin, trenerów, itp., którzy „czekali na zbawienie” akceptując, w pewnym sensie, istniejącą sytuację. Na jednym ze spotkań hodowców i trenerów w sprawie organizacji wyścigów w sezonie 2006 lub 2007 (już nie pamiętam) byłam jedyną osobą, która otwarcie skrytykowała Pana Jerzego Budnego za opieszałość i zupełny brak skuteczności w poszukiwaniu inwestorów dla Służewca. Jednocześnie dopuściłam się krytyki proponowanego tam projektu „organizacji wyścigów” przez SO Łąck, jako „substytutu” wdrażanego „za pięć dwunasta”, w miejsce długofalowych działań. Swoim wystąpieniem wzbudziłam niechęć większości uczestników lub wręcz oburzenie, że nie godzę się z tym, co jest, a jest to przecież „ratowanie wyścigów”. Takie było stanowisko środowiska wyścigowego. Ponieważ nie zgadzałam się z takim stanowiskiem, po 50 latach wysyłania koni z Mosznej na Służewiec zostaliśmy zmuszeni przenieść się na rynek czeski. Tam państwo pięć razy mniejsze od Polski, z niecałymi 10 milionami mieszkańców, utrzymuje aż cztery tory wyścigów konnych. Z czystego sentymentu przekazaliśmy trzy klacze do treningu u Pana Macieja Janikowskiego, ponieważ matki z tych linii posiadał u siebie w stajni od niepamiętnych czasów, co z różnych powodów skończyło się dla nich brakiem kariery. Aktualnie 90 proc. naszych koni biega w Czechach, i to chyba z niezłym skutkiem. Tegoroczne czeskie Oaks wygrała bowiem wyhodowana w Mosznej Determinacja, zaś w tamtejszych Derby nasz Duplo zajął w stawce 16 koni trzecie miejsce za ogierami wyhodowanymi w USA i Niemczech. Konie z Mosznej mają także na koncie wiele wygranych grupowych oraz gonitw w kategorii „listed”. Przepraszam za ten może niepotrzebny i przydługi wywód, ale po prostu cieszę się, że ma Pan odwagę pisać o tym, o czym wszyscy wiedzą, a nikt nie chce głośno powiedzieć. Jest o na pewno nowy i właściwy sposób pisania o polskich wyścigach. Mogę jedynie żałować, że nie mam cotygodniowego dostępu do Passy (...). Konie wyhodowane w Mosznej występują także na IO w Pekinie (...). Na trzy wierzchowce wchodzące w skład polskiej reprezentacji na Igrzyska Olimpijskie dwa są nasze: Wag (Omen – Wezera) rasy sp. dosiadany przez Artura Społowicza zawodnika SK Moszna, który startuje w dyscyplinie WKKW oraz Randon (Czuwaj - Rafa) rasy sp. dosiadany przez Michała Rapcewicza, aktualnego właściciela konia. Po raz pierwszy od 1945 roku (pomijając olimpiadę tzw. demoludów w Moskwie) będzie on reprezentował Polskę w dyscyplinie ujeżdżenia. Jest to wydarzenie bez precedensu, szczególnie że w przypadku Waga sami finansowaliśmy 4 - letni okres przygotowań do Olimpiady aż do dnia wyjazdu konia na kwarantannę do Aachen (...). Dla nas sam fakt zakwalifikowania się obu naszych koni do IO jest ogromnym sukcesem, biorąc pod uwagę wyśrubowane normy oraz dystans jaki dzieli nas od światowej czołówki, która dysponuje całą paletą środków w postaci nowoczesnego sprzętu, pełnego zakresu odnowy biologicznej dla koni i szczegółowych opracowań w zakresie żywienia. Jednak najważniejsze, by konie ukończyły zawody i wróciły całe i zdrowe do domu, bo przed nimi jeszcze mnóstwo ważnych startów, z następną Olimpiadą włącznie. Serdecznie pozdrawiam Magdalena Donimirska - Wodzicka Prezes Stadniny Koni Moszna PASSA, 28.08.2008 |