Izabela Kowalska, która odkupiła konia od sąsiada zaniedbującego swoje zwierzęta, dziś ma problemy z jego odzyskaniem. Kobieta nie zdążyła odebrać swojego konia, ponieważ wszystkie zwierzęta z gospodarstwa zostały przejęte przez gminę w związku z brakiem właściwej opieki.
Pani Kowalska już ponad miesiąc walczy, by odzyskać dziewięcioletnią gniadą klacz o imieniu Mała. Konie są w "gospodarstwie zastępczym" w Nietkowicach. Klacz trafiła tam po kontroli urzędników gminy i inspektorów Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, razem z dwoma psami i kozami. Kilka miesięcy temu urzędnicy wykryli wiele nieprawidłowości w gospodarstwie, zwierzętom brakowało pożywienia, opieki weterynarza. Ponowna kontrola wykazała, że sytuacja zwierząt uległa pogorszeniu. Stąd decyzja o odebraniu zwierząt. W międzyczasie losem klaczy zainteresowała się właśnie Pani Kowalska, właścicielka kilku koni i instruktorka hipoterapii. W marcu udało jej się uzyskać zgodę właściciela na sprzedaż klaczy. Błąd nowej właścicielki klaczy polegał na tym, że nie zabrała jej w dniu transakcji. Ponieważ klacz była źrebna, kobieta chciała jej przygotować boks i oddzielny padok. Opiekuje się już trójką koni, które wykupiła od właścicieli, którzy chcieli sprzedać je na rzeź. Miejsce znalazł u niej gniady wałach, który ma niewładną jedną nogę. Lekarze nie dawali mu szans, miał być skazany na leżenie w boksie, a dziś koń bryka po padoku. Kobieta chciała stworzyć drugą "Tarę". Po konia poszła na drugi dzień, po spisaniu umowy, ale go nie zastała. Dopiero od mieszkańców wsi dowiedziała się o wizycie urzędników. Zwierzęta zostały zabrane pod nieobecność gospodarza, więc nie mógł wytłumaczyć, że koń ma już nowego właściciela. Pani Kowalska pisała odwołania do gminy, do SKO jednak bez skutku. Gmina zasłaniała się procedurami. Dopiero w zeszłym tygodniu do gospodarstwa pani Kowalskiej przyjechali urzędnicy z gminy, poprosili o zaopiniowanie warunków przez lekarzy z Inspektoratu Weterynarii. Ci nie mieli zastrzeżeń. Nowe boksy, kilka wybiegów, zielone pastwiska. Koński raj. Jak dowiedziała się "Gazeta", w piątek miała zapaść decyzja - czy koń może wrócić do swojej prawdziwej właścicielki. Źródło: Gazeta Wyborcza Zielona Góra |